Nad piękną modrą Dřevnicą; A. Bajaja

[SZTUKATER.pl]

Czesi mają osobliwe, ale trafiające w mój gust poczucie humoru. Do dzisiaj pamiętam film „Skup butelek zwrotnych”, który bawił w sposób nieoczywisty. Książka Oty Pavela („Śmierć pięknych saren”) również zaczarowała moje dwa wieczory, do tego magiczna „W ciemność” – majstersztyk wędrówki do ludzkiej duszy. „Macocha” była pierwszym potknięciem w zdobywaniu doświadczenia z literaturą czeską. Ale nadal statystyka 3:1 robi swoje. Po której stronie barykady pojawi się Bajaja ze swoim „coverem”?

Patrząc na zdjęcie Autora, całość – książka i wizerunek – są dla mnie tak spójne, jak tylko to możliwe. Ciepłe spojrzenie, zmarszczki wokół oczu wydrążone przez lata uśmiechania się, lekki grymas unoszący kąciki ust w górę. bajajaja
Taka sama jest ta książka. Nienachalna, lekka, wesoła – chociaż może bardziej właściwie byłoby napisać „pogodna”. I utrzymana w osobliwej formie. Przyjęta przez Autora konwencja listów do siostry pozwala na regularne oderwania od tematu przewodniego, na odskocznie i luźne dygresje. I jest tego pełno. Tych skoków w bok i wtrąceń. Jaki jest plus dla takiego konceptu? Pozwala opowiedzieć więcej, dosadniej, szczerzej i ciekawiej. W takim systemie dziesiątki zwrotów akcji i ponowne powroty na tory opowieści wiodącej są całkowicie spójne i tworzą kompatybilną całość. Fakt – książka jest momentami przegadana; ale wybaczam to bezwzględnie. Poza momentami zbędnego  zagadania czytelnika jest tu wszystko o czym można marzyć, gdy myślimy o dzieciństwie, wspomnieniach z młodości i rodzinnej sadze. Nic nie jest zamiecione pod dywan, są sytuacje zręczne i zręczne mniej… są okoliczności wesołe i nie do końca radosne. Jest całe życie. I w tej konwencji nie ma kompletnie znaczenia co jest fikcją, a co akurat miało miejsce naprawdę (bo ta książka to mix fantazji Autora z jego wspomnieniami). Odrywam się w mojej recenzji od współrzędnych geograficznych. Czy to Czechy, czy nie – schodzi to dla mnie na drugi plan[1]. Najważniejsi są ludzie. Ich cechy indywiduujące każdego z osobna. Bajaja wspaniale bawi się językiem, a właściwie językami. Ubiera jednego z bohaterów w ironiczny mix czesko-angielski… wtrącenia obcych słów są zabawne i inteligentne. Podobnie jak inna przypadłość dedykowana drugiej bohaterce, która nigdy nie mówi „o”, a zawsze „ou”. W perspektywie całouści twourzy to zabawny pourtret wcale nie wyśmiewający, lecz wręcz oucieplający wizerunek.bajaja
Z tym przegadaniem jest tak, że Bajaję dobrze czytać na raty. Dać mu opowiedzieć jedną historię i odczekać. Stłoczenie wszystkich imponderabiliów i zafundowanie sobie lektury „na raz” może zniechęcić i nawet zmęczyć. Ale to nie jest książka właśnie na raz. To jest książka do degustacji, powolnej lektury i kontemplacji nad jej doskonałością pod każdym aspektem. Trochę jest z tą książką tak, że pokazuje okoliczności i ludzi, którzy wydają się żyć wbrew komunistycznej szarzyźnie za oknami. Że można się przed komuną uchronić – w sensie również mentalnym. A może przede wszystkim mentalnym. To powoduje wrażenie, jakby bohaterowie byli nie z tej bajki – ale to jest właśnie esencja tej książki. Bo czymże jest normalność? To doskonale pozwala rozwinąć skrzydła każdej indywidualności, z której składa się rodzina i jej najbliższe otoczenie.
Książka ciepła, niepozornie mądra i stąpająca na granicy bajki dla dorosłych. Pardoun! Baśni.

Ocena prasowa najserdeczniejsze 6 jakie mogę tylko dać. 6+ w sensie.
[1] Chociaż książka ta jest ewidentnie ukłonem w stronę umiłowanych przez Autora Moraw i z tej perspektywy dla samej książki nie jest bez znaczenia właśnie ta destynacja. Kwestię tę pomijam powodowana własnym „widzimisię”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s