„Sztormowe ptaki”; E. Kárason

Książka nie spełniła moich oczekiwań w takim stopniu, w jakim chciałabym. Niemniej jednak należy przyznać, że narracja poprowadzona jest bardzo sprawnie, przez co lektura może być i przyjemna, i szybka (niech każdy wg własnego uznania oceni co jest większą zaletą, albo zaletą w ogóle). Autor zdecydowanie umiejętnie i realistycznie oddał nadludzki trud wkładany przez rybaków w walkę z siłami przyrody. Mimo powyższego, zabrakło mi tutaj mięsistości w opisach, co absolutnie byłoby do pogodzenia z pożądaną prostotą. Ale mam też wrażenie, że to książka, która została napisana przez Autora dla rybaków. Sam bowiem pochodzi z rodziny z tradycjami morskimi. I, chociaż dostrzegam jej zalety, jako szczur lądowy widzę też niedostatki. Bo to dużo trafniejsze określenie niż ewentualne wady. Wad, wg mnie, ta książka nie ma. A mimo to, nie porwała mnie.sztormowe ptaki

Na pewno czuć w niej ten element islandzkości, za którym przepadam. Prym wiodą siły przyrody, rządzące człowiekiem i nierzadko determinujące jego plany i możliwości. Taki świat jest urzekający, bo jest prawdziwy. A prawda jest w swojej istocie piękna, podobnie jak smutek (w tym drugim przypadku wspominam mimochodem Mietka Kosza). Trochę tu klimatów a la „Stary człowiek i morze”. Pewnie niektórym z Was trąci od czasu do czasu „Rybakiem islandzkim”. I przyznać muszę, że – chociaż fanką Hemingwaya nie jestem, a Pierre’a Loti’ego czytałam tylko raz – w tych dwóch książkach odnalazłam więcej pierwiastka ludzkiego niż w dzisiejszych sztormowych ptakach. 

Przewagę nad doznaniami z lektury zyskała skromna objętość książki. Przede mną – i Wami też, jeżeli tylko ze mną wytrzymacie – jeszcze jedno spotkanie z Autorem. Być może zapowiadana właśnie Wyspa diabła okaże się bardziej trafiona.

P.S.1.
W maju 2019 r. honorowym gościem targów książki w Gdańsku była Islandia. Odbyło się wówczas spotkanie z Autorem, poświęcone Sztormowym ptakom. Możecie – TUTAJ – poczytać rozmowę z pisarzem. Być może ona podpowie Wam nieco wyraziściej, czy warto sięgnąć po tę propozycję WUJ. Ja śmiem twierdzić, że są książki, które pozostając w podobnym klimacie, a nawet w tożsamych współrzędnych geograficznych, przynoszą więcej radości z lektury. Ot, chociażby TA. Jest też w dużej mierze o jednym wątku, zdecydowanie mniej w nim adrenaliny, ale nawet trud pracy wkładanej każdego dnia w utrzymanie gospodarstwa (tak, chodzi mi o Farmę Heidy) ujęty został z większą głębią.

P.S.2.
Odpływając trochę od głównego wątku, z nazwiskami islandzkimi wiąże się pewna specyfika ich tworzenia. Mają one charakter patronimiczny, czyli tworzone są od imienia ojca. Coś jak rosyjskie otczestwa. W Islandii można to zaobserwować poprzez końcówki odpowiednio -son (dla syna) lub -dóttir (dla córki). To ciekawe, że dzieci Autora będą/są/byłyby albo Einarsonami albo Einardóttir’ami 🙂

 

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Rok wydania:
2019
Stron: 128

Przekład: Jacek Godek (nieoceniony)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s