„Las z wełny i stali”; N. Miyashita

Wydawnictwo: Kwiaty orientu
2020
Przekład: Dariusz Latoś
Stron: 220

Cena: 39 pln

Natsu Miyashita zabiera nas w subtelną opowieść o pasji, pokorze i pięknie dźwięku. Głównym bohaterem jest młody chłopak przyuczający się do zawodu stroiciela fortepianów. Pod bacznym okiem swojego nauczyciela szkoli się w fachu trudnym, wymagającym precyzji i przede wszystkim wielkiego zamiłowania do muzyki i do instrumentu będącego jej nośnikiem. Wydawać by się mogło, że będzie to opowieść o rzemiośle, tymczasem zawód stroiciela zostaje przez autora odziany w najzdobniejsze szaty, chociaż środek wyrazu jest prosty. Język książki jest normalny; nie ma tu ani górnolotnych sformułowań, ani skomplikowanych konstrukcji. Proza japońska nie ściga się na fajerwerki słowne… umiejscawia środek ciężkości w historii i jej kontemplacji przez bohaterów. Jest na swój sposób prosta. W ten nurt wpisuje się Miyashita. Ale równocześnie Autor dzierga historię sensualną, w której stroiciel jest swoistym wróżem. Tak, jak ważna jest delikatność na etapie pracy z instrumentem, tak samo ważna jest umiejętność odkodowania użytkownika tegoż; jego gry, a zatem nie tylko umiejętności, ale i charyzmy, artystycznej ekspresji.

Przyznam, że z wielkim zainteresowaniem poznawałam didaskalia zawodu stroiciela. Książka ta zmieniła moją optykę na grę na pianinie (bo akurat na tym nieudolnie brzdękolę) i pozwoliła mi zwykłą chęć grania przemienić w doświadczanie muzyki. Zupełnie inny poziom przyjemności.

Ta opowieść jest iście japońska; niespieszna, pełna pokory i wycofania. Wszystkie te przymioty przypominają sensualność i naturalizm prozy Harukiego Murakamiego.

Mnie lektura Lasu z wełny i stali dostarczyła dużo przyjemności, a z samą książką mocno koresponduje poniższy fragment wiersza Cezarego Macieja Dąbrowskiego, pt. Mowa dźwięków:

Jak opętany – nie możesz przestać nasłuchiwać…
dążysz do tego dźwięku, który się przebija,
musisz dokończyć przestając oddychać… 
z żalem, kiedy mija.
Co powoduje tak wielkie wzruszenie 
w tej mowie dźwiękiem nazywanej?
Co powoduje serca uwięzienie, 
gdy (właśnie ten) ostatni dźwięk dotyka fortepianu?

Dlaczego ten akord zapada tak ciężko, 
że oddychać nie chcesz dopóki nie minie?
Dlaczego nastraja cię zwycięsko, 
Ten właśnie akord… póki nie zaginie…
Mowa dźwięków duszy zapisana w czasie, 
każda jej sylaba perłą na atłasie.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s