„Hen. Na północy Norwegii”; I. Wiśniewska

Z jednej strony jest to książka, która zapaliła mnie do podróży w rejony norweskiego Finnmarku zanim jeszcze zakończyłam jej lekturę; z drugiej zaś, nie nasyciła mnie aż tak, jak uczynił to reportaż o Grenlandii (recenzja dostępna pod linkiem:
https://malgoskababula.wordpress.com/2019/01/16/lud-z-grenlandzkiej-wyspy-i-wisniewska-2/).

W książce „Lud…” Autorka zostawiła w swojej relacji przestrzeń dla czytelnika. „Hen…” jest według mnie opowieścią bardziej domkniętą. Zestawiając te dwie książki ze sobą, „Hen…” jest w większym stopniu sprecyzowana narracyjnie i ten lej, w którym powinna mieścić się percepcja/refleksja czytelnika jest po prostu węższy. Pod względem tejże narracji urzekła mnie zatem zdecydowanie mniej. To pierwsze wrażenie po lekturze i dominuje ono nawet w perspektywie czasu, który upłynął od tejże. Druga jest taka, że w przypadku książki „Lud…” miałam stuprocentowe poczucie, że Wiśniewska nie ustawia siebie w jednej linii z bohaterami jej reportażu, rozdzielając trochę przestrzeń na dwa równoległe światy: oni – ja. Tymczasem czytając „Hen…” Autorka przenikała się z owymi „nimi”. Być może to moje subiektywne wrażenie, a być może to efekt tego, że Wiśniewska mieszka w jednej z odległych mieścin gdzieś na finnmarskiej ziemi i jej postrzeganie lokalnych społeczności i samego Finnmarku przebrzmiewa bardziej z perspektywy „my” niż „oni”. To nie jest zarzut wobec książki, albowiem ta jest ciekawa nie tylko podróżniczo, ale też ukazuje pewne mechanizmy kulturowo-społeczne. Zdecydowanie urzeka mnie natomiast surowość przebijająca się z treści. Roztacza się ona tak na krajobrazy, zastane miejsca, jak i finnmarski sposób bycia.

Na pewno warto zaakcentować jeszcze jedno: myślę, że to najlepszy tytuł dla książki. Jak można przeczytać na stronie Wydawnictwa:

Finnmark to kraniec. Nie ma znaczenia, skąd się patrzy, bo to nadal będzie albo daleko, albo hen daleko. Słowo „hen” w norweskim odnosi się do odległości, tyle że równie dobrze może znaczyć „po drugiej stronie globu”, jak i „tuż za rogiem”. Hen to równocześnie daleko i blisko.

I będąc tam właśnie, hen, za kołem podbiegunowym, czuje się dosadnie wieloaspektowość tego słowa.

Z Autorką spotkamy się jeszcze przy okazji książki „Białe…”. A tymczasem miłego dnia dla Was.

Wyd. Czarne
Wyd. I książki; 2016
Wyd. II: 2020
Stron: 248

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s