„Lokatorka Wildfell Hall”; A. Bronte

[SZTUKATER.pl]

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że we współczesnych sobie czasach, Anna Bronte dokonała niemożliwego. Po pierwsze opisała losy kobiety, która odważyła się zostawić męża, alkoholika i despotę, przez co skazała się na społeczny ostracyzm; a po drugie zdołała tę powieść wydać. Warto to podkreślić chociażby z uwagi na fakt, że powstała w czasach raczej mało przychylnych kobietom w ogóle, a tym odważnym zwłaszcza. Mając na względzie odwagę pisarską Autorki pozostaje tylko żal, że zmarła przedwcześnie (na gruźlicę) i możemy cieszyć się tylko jej dwiema powieściami (druga to „Agnes Grey” z 1847 roku, po polsku ukazała się w roku 2012). I po raz kolejny – przy okazji mierzenia się ze światem w wersji Bronte, muszę podkreślić, że wspaniale doświadcza się tej literatury po lekturze książki „Na plebanii w Haworth” Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, którą miałam przyjemność recenzować dzięki uprzejmości Sztukatera (https://malgoskababula.wordpress.com/2021/05/08/4109/). Czytelnik, bogatszy o wiedzę, że Annę cechowało bystre oko i swojego rodzaju bezkompromisowość w przelewaniu myśli na papier, inaczej patrzy na zastaną historię; na ten przykład świadom jest, że jednego z bohaterów – męża Helen – Anna ubrała w wiele cech swojego brata, który zmarł przedwcześnie, nie szczędząc sobie uprzednio uciech alkoholowo-narkotykowych.

Co do książki; ta jest dwudzielna. Z jednej strony głos zabiera Gilbert Markham; młody ziemianin zakochany w Helen Graham, niedawno przybyłej do posiadłości Wildfell Hall, a następnie lejce narracji przejmuje sama Helen. Gilbert swoje uczucia i rozterki z nimi związane zawiera w listach do swojego przyjaciela, Halforda. Dzięki tej korespondencji zanurzamy się w opowieści o rodzącym się uczuciu. Opowieść Helen przedstawiona jest w formie dziennika-pamiętnika. Wydaje się zatem, że czytamy krótkie, czasem oderwane od siebie fragmenty, ale ten koncept na zapiski z dziennika oraz listy pozwala spokojnie filtrować emocje Helen i Gilberta. Szalenie esencjonalne doświadczenie, pomimo faktu, że akcja książki do zrywnych nie należy. Jest wręcz ospała. Tu chodzi o inne emocje. Tu istotą jest sięgnięcie najgłębiej w siebie jak tylko można, poznanie siebie jako człowieka – swoich sił i słabości. Dlatego, przez taką  a nie inną narrację udaje się bohaterom zmierzyć z demonami własnych doświadczeń i emocji. Ta narracja to może i drobny detal (pozornie), ale dopełnia dramatyzm historii, która nie jest prezentowana bezpośrednio, ale poprzez sięganie do korespondencji czy też prywatnych zapisków daje poczucie spowiedzi bohaterów z ich doświadczeń i zmagań. Drobny detal, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach. To chyba najlepszy wariant narracji jaki można sobie wyobrazić dla tej historii. Przy uwzględnieniu tematów, z którymi przychodzi się mierzyć Helen – alkoholizm męża, ciągłe zdrady, poniżanie i manipulowanie emocjami dziecka, dotykanie jej losów nie do końca wprost daje nam poczucie zaglądania do jej życia przez firankę. Widać wszystko, ale jej lekka zasłona pozwala nam spokojnie podglądać, doświadczać i współodczuwać. Majstersztyk.

Ta historia ma w sobie coś z powieści „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro; dopełnionej doskonałą ekranizacją w reżyserii Jamesa Ivory’ego z wybitnymi rolami Anthonego Hopkinsa i Emmy Thompson. Ale sama też doczekała się wielkiego ekranu; może mniej spektakularnego, ale nadal wartego obejrzenia: „Tajemnica domu na wzgórzu”, trzyodcinkowy serial z 1996 roku.

To wspaniała opowieść, mroczna i bardzo przejmująca.
Ocena prasowa: 5.5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s