„Mursz”; E. Przydryga

Całość recenzji znajdziecie na stronie: https://moznaprzeczytac.pl/mursz-ewa-przydryga/

[Fragment]:

Przy lekturze tej książki towarzyszyło mi dziwne uczucie. Z jednej strony wydaje się, że nie ma się do czego przyczepić: Autorka ma bardzo sprawne pióro, jest troszkę suspensu, akcja toczy się żwawo, pojawia się nawet ciekawość do czego to zaprowadzi. Ale z drugiej strony czegoś mi brakowało.

Mam wrażenie, że spokojnie można tę historię zekranizować i wyjdzie nam nawet sprawny mini serial kryminalny. On mógłby być wręcz dobry. I pewnie chętnie obejrzałabym go. Ale do książki mi serce nie pika. Próbuję zatem znaleźć powód tego stanu rzeczy. Chyba zabrakło mi po prostu jednej wyrazistej postaci. Takiej mięsistej, która wiodłaby mnie przez tę historię, z którą ów Mursz by mi się kojarzył.

Dokonam zatem małego porównania. Odwołam się do kryminałów z rodzimego rynku wydawniczego, wobec których moje serce zatańczyło w rytmie cha-cha. Rozchodzi się o książkę „Zapach suszy” i serię Zygmunta Miłoszewskiego („Uwikłanie”, „Ziarno prawdy” i „Gniew”; tego co prawda nie recenzowałam, ale za wszystkie kryminały, które wpadły mi w ręce wzięłam się wyłącznie dzięki Miłoszewskiemu i jego „Domofonowi”).

Idziemy do Zapachu suszy: w swojej recenzji pisałam, że nie ma według mnie w tej historii jednej postaci głównej. Tym bardziej zabawne, że chociaż czytałam ją w 2016 roku, to do dzisiaj pamiętam nazwisko pewnej prokurator: Ossowska. Ona może i nie była uposażona w jakieś szczególne przymioty i wręcz nagle rozmywa się w mgle historii, ale Autor (Tomasz Sekielski) zawsze gdy pojawiało się jej nazwisko dodawał fragment: „przez dwa s”. Ossowska przez dwa s. I ja tę kobitę po prostu pamiętam. Pamiętam jej tyczkowatość i grzywkę. Ja już nawet nie bardzo potrafię sobie przypomnieć o co szło w całej historii, ale Ossowską wspomnę w nocy o północy. Utożsamiam ją z tą książką, ale i mam skojarzenia, że historia z Ossowską trafiła w mój gust.

Przerzućmy się na Miłoszewskiego, u którego mamy prokuratora Szackiego. On jest jakiś. Cechują go przymiotniki, które kreują wyrazistą postać. I to nie jest przypadek, że ten tryptyk zwykło się nazywać „serią o Szackim”. Sięgnijmy bardziej populistycznie do opolskiego Autora (jemu akurat wg mnie najbliżej do Pani Przydrygi) – myślę, że większości z nas nie jest obca Chyłka. Wiem, że „Mursz” porównuję z seriami kryminałów, a nie z pojedynczą książką, ale to akurat kwestia pięciorzędna, bo polecę Waszej lekturze również „Grzechotkę” Joanny Jodełki – historia zamknięta tylko w tej jednej publikacji, bez continuum ale i bez wzmiankowanych przeze mnie braków. Porównajcie, bo warto.

W „Murszu” mam wrażenie, że za bardzo środek ciężkości został przeniesiony na mord, tymczasem głębiej trafiłoby do mnie, gdyby tym motorem napędowym historii nie było morderstwo Lary (bo trup w kryminale nie dziwi), a to co się dzieje wokół. Jak z układem słonecznym: on jest co prawda heliocentryczny, bo to przecież ziemia kręci się wokół słońca, ale to ziemia zajmuje nas bardziej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s