„Piercing”; R. Murakami

Po lekturze „Piercingu” stwierdzam, że spokojnie można by rzec, iż Murakami to solidna marka. O ile Haruki jest gwarantem dobrej literatury, ten drugi – chociaż wcale nie mniej doświadczony, ale po prostu mniej słynny na rynku polskim – może (pozytywnie) zaskoczyć tych, którzy nie mieli sposobności zetknąć się z jego twórczością. Murakami R. i Murakami H. – pod względem twórczym – mają ze sobą zresztą coś wspólnego. Zamierzenie, czy nie, nie wiem, mogę tylko gdybać, ale ów wspólny mianownik ich literatury jest raczej klarowny. Obydwaj mocno kotwiczą swoje opowieści w Japonii. Albo jest ona gdzieś w pierwszym planie fabuły, albo jest tłem dla toczącej się akcji. Ale ta japońskość zawsze wybrzmi w ich historiach. Po prawdzie, to na tym kończą się literackie podobieństwa między autorami. Jak pójdziemy głębiej w ich twórczość, to dostrzeżemy niemalże od razu,  że zupełnie inaczej kreują swój literacki świat. Haruki skupia się na osamotnieniu bohatera, na jego doświadczaniu życia i konfrontowaniu się z nim, a Ryu stawia na humor (chociaż nie wprost, bo jego książki cechuje żart w kolorze czerni) i bardziej zrywną akcję, a nazywając rzeczy po imieniu, przemoc. Co wybrać? Ja tego dylematu nie mam – u mnie wygrywa Haruki. Uwielbiam właściwą mu statyczność. Ale nie oznacza to, że książkę Ryu uważam za mniej wartą uwagi. Jest w niej po prostu dużo przemocy, za którą nie przepadam w ogóle, w tym również w literaturze. Ale dostrzegam potencjał tematu.

Same akty zła nie pełnią bowiem roli stymulatora, którym Autor bodźcuje czytelnika wyłącznie dla fantazji. Istotą dla przemocowości bohatera jest osadzenie jego historii w pewnym kontekście. Przemoc pełni tu rolę demona przeszłości. Czyha na Masayukiego, który jest świadom swoich problemów, ale pozostaje wobec nich bierny. Oczywiście taka asertywność niejednokrotnie drażni, ale to jest świetny społeczno-psychologiczny wydźwięk tej historii. Wielu z nas wydaje się, że dzieciństwo to epizod w naszym życiu i dopiero jako ludzie dorośli jesteśmy w pełni odpowiedzialni za siebie. Tymczasem doświadczenia z dzieciństwa ubierają nas w emocje i cechy, z którymi potem w dorosłym życiu musimy się konfrontować. Wyobraź sobie, że doświadczałeś przemocy jako dziecko. Dodaj do tego fakt, że nie znasz innego domu niż ten, w którym wyrosłeś. Nie wiesz, że gdzie indziej dzieci są przed snem tulone, a nie lane pasem… etc. Odczarowanie tych doświadczeń jest trudne, a bywa, że niemożliwe. To są te wytrychy naszej komplementarności jako człowieka. O tym w dużej mierze pisał w „Beze mnie jesteś nikim” Jacek Hołub.

To nie jest książka wygodna. To nie jest piękna historia. Tytuł jest doskonałym odzwierciedleniem dla mrocznych zapędów bohatera, ale też dla emocji, z którymi wiąże się lektura.

Ocena prasowa: 4.5
[SZTUKATER.pl]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s