„Coraz mniej olśnień”; A. Grabowska

Typowa kobieca książka na weekend, ale wcale nie przemycam tu wrodzonej ironii. Po prostu kupując tę książkę, jak również biorąć ją do rąk już we własnym M, nie zauważyłam na okładce adnotacji „Zwierciadło” – odwołującej się zapewne do niejakiego kobiecego czasopisma. Zatem na etapie zasiadania do lektury nie miałam żadnych oczekiwań od nabytku. Ale następnym razem baczniej przyjżę się brzegom i wszelkim innym patronatom 🙂

„Coraz mniej olśnień” porównałabym do „Cudzoziemek” Doroty Majewskiej, ale nie chciałabym obrazić Pani Grabowskiej, albowiem zasługuje na zdecydowanie lepsze noty. Dzisiejsza lektura jest o niebo przyjemniejsza, co nie oznacza, że należy roztaczać nad nią aureolę zachwytu. Tego ostatniego byłoby może ciut więcej, gdyby nie kiczowate zakończenie. Ale ok, są i tacy czytelnicy, którzy lubią finał rodem z Disneya. Ja do nich nie należę, chociaż odebrałam sobie swoje drobne kąśliwe przyjemności autosutenerstwem jednej z bohaterek (skoro jest autobiografia, to czemu ma nie być autosutenerstwa…).

Skąd powyższa dygresja o cudzoziemkach? Otóż stąd, iż u Grabowskiej mamy analogiczne spotkanie z historią trzech kobiet, których życie meandruje bezlitośnie. Ale Ałbena Grabowska uczyniła swoje bohaterki jakimiś. Nawet jeżeli nie są one doskonałe [odwieczna walka naszych zad z waletami (sic!)] to na pewno są jakieś. Charakterne, humorzaste, odważne. Dobre w stopniu mniejszym lub większym. Są prawdziwe. Dialogi mogą obrazować troszkę ring, w którym bohaterowie toczą słowne potyczki na racje, ale dużo w tych rozmowach udanego żartu, stonowanej złośliwości. Autorka wplotła w swoją książkę nutkę humoru i jeżeli ktoś lubi Zuzę z serialu „Przyjaciółki”, to i naszą Leninę polubi.
Nie uciekniemy od porównań z Grocholą. Ciężar tematu i żonglerka słowna u obydwu Pań jak z jednej sztancy. Ale prawdą też jest, że czasami człowiek po prostu musi przyswoić coś dietetycznego, bo mózg też lubi poleniuchować.

Jest kobieco; jest zabawnie; bywa temperamentnie. Lekko i przyjemnie. Tylko to zakończenie nie z mojej bajki. Nawet ten trup nie zrekompensuje końcowych fanfar. Do wina, na weekend i tzw. format C – sprawdzi się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s